W końcu zrobiło się naprawdę ciepło w powietrzu, dziś w Częstochowie osiem na plusie. Poza uciążliwym i mało przyjemnym obowiązkiem sprzątania ogrodu o poranku z kup ( w końcu dobrze je widać po odwilży!), udało mi się przed pracą, jeszcze do 13:00 wybiegać na polach najmłodsze psy. Dziś został mi do dyspozycji tylko Duster co okazało się jednak dużym wyzwaniem. Trzy wjazdy na pola za Olsztynem w Biskupicach i prawie się zakopałam w błocie. Na szczęście końcem zimy i wczesną wiosną zawsze wożę ze sobą worki jutowe i sekator do pocięcia gałęzi - dzięki którym można sprawnie wydostać się z grząskiego błota bez wzywania pomocy. Ale w związku z tym, że w swoim życiu wydałam fortunę na lawety, traktory i wszelkie pomoce wyciągania mojego samochodu z naprawdę trudnego terenu…postanowiłam odpuścić stałe miejsca spacerowe dziś i nadłożyć drogi za miejscowość Suliszowice, gdzie pola i większość dróg polnych jest naszpikowana gęsto wapieniem. To jednak Jura krakowsko-częstochowska, wapień jest wszędzie, jest integralną częścią tego pejzażu i stanowi szczególnie idealne podłoże przy dużych roztopach. Dzięki temu mogę wjechać naprawdę głęboko w dziki teren. Na te pola dziś jechałam 30 min, a spacer trwał zaledwie 15 min, ale czekał mnie dziś w pracy bardzo ciężki aż do wieczora i kiedy uda mi się porządnie wybiegać psy i samej zaczerpnąć świeżego powietrza, zupełnie inaczej bierze się na swoje barki stres i obowiązki. Mój Dacia Duster dziś obowiązkowo został wykąpany na myjni, bo ciężko było już rozpoznać gdzie jest w nim klamka. Oblepiony błotem po sam dach!















The article written by: