Zwracamy się do Państwa o pomoc w ujęciu sprawców, którzy zatruli nam całe stado charcików w Święta. Do wtorku 30 grudnia kilka dorosłych psów walczyło o życie, w tym szczenna suczka. Pieski udało się odratować, ale o życie walczy wciąż w szpitalu bardzo młody samczyk (02.01.2026), który musiał zostać wprowadzony w śpiączkę farmakologiczną.
W dniu dzisiejszym dopiero mogliśmy złożyć zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa, dopiero dziś udało się dotrzeć do Komendy Policji w Częstochowie oraz zdać materiał z monitoringu. Dopiero dziś było to możliwe z uwagi na normalny dzień pracy, ale też dopiero dziś znalazłam w ogródku kawałek nadgryzionej kiełbasy z trutką i bardzo cienkim potłuczonym szkłem.
Przy jakichkolwiek zatruciach, biegunkach itd, które są bardzo rzadko, do głowy nigdy nie przychodzi mi próba zatrucia przez kogoś, relacje z sąsiadami są bardzo dobre, ciepłe i rodzinne, to są w większości starsi ludzie, którzy pamiętają mnie jeszcze w pieluszkach. Urodziłam się w tej dzielnicy i wychowałam. Sąsiadów szanujemy, jesteśmy w dużej zażyłości i mimo, że duże stado psów musi im czasem dawać w kość, to jednak bardzo dbam o to, żeby psy nie szczekały, są wypuszczane wieczorami po dwa, trzy, zawsze do godziny 21:00, nigdy później. Ci co nas dobrze znają, wiedzą, że dbamy o codzienne spacery na polach, gdzie psy mogą się swobodnie wyszaleć. Jeśli pojawia się biegunka, to raczej od razu podejrzenie poda na pola i zjedzenie tam czegoś co mogłoby zaszkodzić. Dlatego tak dziwne było nagłe tak gwałtowne zatrucie naszych charcików, bo z uwagi na koszmarną pogodę, błoto i utrzymujące się tygodniami gęste mgły i aurę rodem z horrorów, psy miały naprawdę bardzo długą przerwę od wypadów na pola. Widać było po nich od 3 tygodni, że są zmęczone tym brakiem spacerów, zimnem i przeszywającą wilgocią połączoną z wiatrem. Korzystały tylko z ogródka i to na szybko.
Tak naprawdę do wczoraj jeszcze nie braliśmy pod uwagę próby otrucia stada, psy nie pochorowały się naraz. Jako pierwszą dopadło Porcelankę, wymiotowała krwią i pod ciśnieniem załatwiała się krwią, wymazówka wyglądała jak gęste utarte buraki. Porcelanka leciała mi przez ręce bezwładnie. Czegoś takiego u psa jeszcze nie widziałam. Reakcja była nagła, szybka i prawie mi się w życiu nie zdarza, żeby pies miał krwawą biegunkę i automatycznie ostro wymiotował. Oczywiście błyskawicznie Porcelana wylądowała u naszych wetów w cieplutkim inkubatorze i z kroplówką na pół dnia, dostała leki przeciwwymiotne, które nie pomagały niestety w niczym. Reakcja była tak ostra i postępująca, że od razu zrobiliśmy badanie na parwowirozę. Na szczęście nie wyszła.
Kiedy udało się ustabilizować stan Porcelany, zaczęły się objawy u pozostałych psów, ostra walka z czasem, strach i perspektywa kolejnych wolnych dni, ciężko mi opisać poziom tego stresu, tej walki, to było jak jakaś niekończąca się kaskada lecąca na nasze głowy, gdzie człowiek ostatkami sił próbuje uratować sytuację i co się udaje ugasić jakiś pożar, za chwilę wybucha kolejny!
W międzyczasie 24 grudnia dostałam na telefonie powiadomienie, że moja hodowla dostała negatywną opinię. Pierwszą w życiu. Przeczytałam to uważnie i potem kilka razy znów i nic z tego nie rozumiałam. Trochę to brzmiało jak jakiś bełkot robota, jakby tego człowiek nie napisał. Kilka lat temu jakiś młody chłopak wystawił mi negatywną opinię na Facebooku, ponieważ odmówiłam mu sprzedaży suczki. Mógł się czuć faktycznie urażony, bo obiecałam mu tą suczkę, tylko im dalej w las, tym więcej zadawał takich pytań, które były jak las płonących czerwonych flag, zwiastowały same problemy z tym kupującym w przyszłości i bardzo nie chciałam mu sprzedać tej suczki. Parę lat temu nie miałam w sobie żadnych umiejętności dyplomatycznych i odmawiania, a dziś wiem jak to jest ważne - odmówić sprzedaży, żeby w ludziach nie wyzwalało to gniewu. Jest to bardzo trudne i dlatego od tamtego czasu, po nauczce z młodym facetem, bardzo pilnowałam relacji z klientami.
Przede wszystkim zanim dojdzie do rozmów teraz o rezerwacji, te osoby są naprawdę „prześwietlane”. Praktycznie nie odbieram telefonów z obcych numerów. W ogłoszeniach proszę uprzednio o wysłanie linków po mediów społecznościowych, potem dostają ankietę, którą 50% sobie odpuszcza. W zasadzie od 2 lat zanim dojedzie do pierwszej rozmowy przez telefon czy kamerkę video, to ja o tych ludziach już naprawdę dużo wiem, jest na tyle wcześnie, żeby wiedzieć kiedy się z tej rozmowy wycofać w porę, a kiedy poznać ich lepiej, dokładniej… oczywiście przekłada się to na mozolną sprzedaż, ale wolę tak. Wolę sprzedawać szczeniaki kolejno, jeden po drugim, nie daję rady ogarniać kilka osób naraz i mieć wystawionych kilka szczeniąt.
O tej dziwnej opinii przestałam myśleć, podeszłam do tego „ok, zajmę się tym po świętach, co się z tym robi w ogóle?” - wiedziałam tylko, że to jakiś fejk i jakaś czysta złośliwość, żeby przywalić komuś negatyw w Wigilę? To już trzeba mieć coś z głową.
Dopiero druga podobna opinia negatywna 1 stycznia w Nowy Rok, dała mi do myślenia, że to jakaś hejterska akcja, pewnie chodziło o obniżenie pięknej wysokiej oceny 5.0 naszej wizytówki, która utrzymywała się latami na tym poziomie.

No trudno, nasrali nam tam hejterzy i podobo można to zgłaszać, nic więcej zrobić się nie da. Więc oczywiście zwracam się do wszystkich naszych właścicieli szczeniąt, abyście zgłaszali te dwie negatywne opinie. Pierwsze od lat. Wystawione w podobnym czasie.
Gdyby nie te ataki na naszą wizytówkę, do głowy by mi nie przyszło, że moje psy są ofiarami jakiegoś zatrucia i zaplanowanej akcji. Przez te dni świąteczne nie było śniegu i byłoby łatwo śledzić cały teren działki w Częstochowie, szukając porozrzucanej trucizny. Do głowy by mi nie przyszło coś takiego. Nawet niczego nie szukałam na działce, reagowaliśmy, podawaliśmy leki, kroplówki, podejrzewając też jakiegoś wirusa. Hodowcy pisali nam z innych ras, że panuje ostry wirus. Wszystkie osoby, które od nas kupiły szczeniaka były u nas fizycznie i są to osoby bardzo zadowolone z wyboru hodowli i zakupu charcika od nas. Nie mamy z nikim z naszych właścicieli sporu, kłótni, wrogich zachowań, obrażania się. Wszystkie osoby, które od nas psa kupiły są proszone o wystawienie opinii w Google Maps i większość to robi niezwykle chętnie, czasem te recenzje mnie wręcz zawstydzają, bo są tak wylewne, tak ładne. Oczywiście nie każdy ma konto Google, nie każdy kto obiecał, wystawia taką opinię, trzeba się czasem upominać, choć tego bardzo nie lubię. Niektóre nasze szczenięta po prostu umarły wcześnie, niektóre musieliśmy uśpić, więc nigdy nie będzie super równego rachunku pt „ Tyle ile szczeniąt wyhodowałam, tyle opinii mam”. No nie. Ale jednak opinii jest ponad 80, a jeszcze mnóstwo ludzi nie wystawiło opinii, którzy kupili szczeniaczki od nas w 2025 roku. Te opinie będą dopiero spływać. Ostatnie wrześniowe szczenię - suczka Lalka odjechała do nowego domu po 29 grudnia, jej rodzeństwo w grudniu, inny wrześniowy miot opuścił nas w listopadzie. Nawet nie bardzo mi wypada prosić tak wcześnie o wystawienie opinii!
Oba negatywy pisała ta sama osoba, styl jest ten sam, dziwnie sztywny, mający znamiona przesadnego stylu wysławiania się, nieco anachroniczny. Podrzuciliśmy to naszej dobrej znajomej, która jest wziętą copywriterką z Warszawy, która potwierdziła, że styl jest sztywny, obrany całkowicie z emocji, a jednak negatywne opinie są często pisane w emocjach, towarzyszy im mniejsza kontrola - większe rozluźnienie czy nawet drobne literówki. Przede wszystkim są pisane na gorąco w chwili jakiegoś zajścia czy kłótni.
Zapewniam, że oba negatywy nie mają nic wspólnego ze mną i moimi klientami, każda osoba kontaktująca się z nami w sprawie rezerwacji malucha jest odsyłana do ankiety, nie podejmujemy w ogóle rozmów z kimś kto nie ma żadnych mediów społecznościowych ( choć dzieci, albo ktoś z rodziny)
Każda osoba, która u nas zarezerwowała psa i zrezygnowała, mimo, że świadomie ludzie wpłacają zadatek - a on z definicji nie jest do zwrotu w chwili rezygnacji ze szczeniaka. Ba! co więcej? Zanim ktokolwiek u nas podpisze umowę, od razu odsyłany jest do wypełnienia długiej ankiety z 36 pytaniami, gdzie w jednym z punktów jest napisane o tym, że nie otrzyma zwrotu zadatku jeśli zrezygnuje z rezerwacji.

Oczywiście zdarzyło się, że jednak ludzie postanowili się wycofać, najczęściej miało to miejsce w chwili wypełniania ankiety, po zapoznaniu się jednak z większą ilością artykułów na naszej www, szczególnie informacjami o długiej nauce czystości. Mimo, że nie musiałabym zwracać zadatku, zawsze, bez wyjątku - każdej osobie oddałam na konto zadatek, żeby nie było kwasów.
Jedyna osoba, z którą nie dało się dojść do zgodnego porozumienia, ugody i zwrotu zadatku, niejaka Pani Joanna B. - obie musiałyśmy skorzystać z mediacji kancelarii prawnych, aby porozumienie znaleźć i rozstać się w zgodzie. Nie upierałam się znów aby zatrzymać zadatek, chciałam go oddać, ale nie doszło między nami do podpisania porozumienia. Nie wiem co się stało, przestali odpisywać naszej kancelarii i zniknęli. Mimo to nawet Pani Joanny nie podejrzewam o wrogie wystawiania opinii i to w Wigilię!
___________________________________
To nie przypadek, że oba negatywy zostały wystawione w tym newralgicznym czasie Świąt, chodziło o zablokowanie możliwości reakcji - działań firm monitorujących ataki na naszą stronę internetową, czy do monitorowania działań związanych z nieuczciwą konkurencją. To nie przypadek, że psy zostały zatrute w Święta. Przecież wiadomo, że to najgorszy sen każdego hodowcy - nic nie działa, wszystkie kliniki zamknięte, ograniczona możliwość szybkiej reakcji i ratowania swoich zwierząt.
Podejrzewamy, że ten zmasowany atak na moją hodowlę to dopiero początek, pewnie kolejny negatyw pojawi się we wtorek 6 stycznia, bo to znów Święto Trzech Króli i wolne dni od pracy. Gdyby nie te ataki na naszą wizytówkę, do głowy by mi nie przyszło, że moje psy są ofiarami jakiegoś zatrucia i zaplanowanej akcji.
______________________________________
Niestety mamy swoje podejrzenia i razem z przyjaciółmi, którzy wiedzą, przez co przechodzę od 1,5 roku, jesteśmy pewni, że to zmasowany atak albo bezpośrednio z innej hodowli charcików włoskich, albo zlecony przez nich. Mieliśmy już poważne groźby od nich w mailach z 2024 roku , gdzie pojawiały się bardzo poważne groźby karalne, łamali w jednych pogróżkach kilka paragrafów.

Nigdy nie zajmowałam się deprecjonowaniem „tej” hodowli. Widząc z jakimi maniakami mam do czynienia….czosnek i krzyż… przez ostatnie półtora roku to było omijanie przysłowiowego g**na szeroko, żeby nie zaczęło śmierdzieć. Ale ono i tak śmierdzi, nawet nie ruszane, omijane szerokim łukiem, gdzie świadomie nie odpowiadam na prowokacje, na wyszydzanie mnie publicznie w relacjach na Instagramie podając moje dane osobowe i łamiąc prawo, nie reaguję na jakieś kontr-artykuły, gdzie narcyz maniak pluje jadem, podważa moje wpisy i zalecenia dla naszych nabywców. Ta osoba słynie z tego, że śledzi wpisy jak maniak na każdej stronie hodowli, pławi się w wyszydzaniu wszelkich wpisów i tradycyjnie deprecjonowaniu pozycji innych, żeby podbić własną. Taki jest schemat zaburzenia narcystycznego. Te biedne chore osoby są tylko w dwóch rolach, albo w roli agresora ( dosłownie o sile tarana), albo w roli ofiary. Na szczęście za chwilę nie będą mieli dostępu do naszych wpisów na www. W końcu będziemy mogli je pisać swobodnie dla naszych właścicieli, bo dokładnie to do naszych właścicieli jest kierowana większość wpisów i artykułów.
-------------------------------------------------------
Mnie bardzo łatwo jest rzucić na pożarcie lwom, bo nie jestem z natury łagodną i miłą osobą, mam zwyczaj walić prosto z mostu i rzadko udaje mi się schować złość, niezadowolenie czy inne emocje.
Przez półtora roku przyjęłam zasadę, której się trzymałam konsekwentnie - nie reagować, znudzi się im w końcu. I faktycznie po roku bardzo mocnych ataków, wraz z regularnymi atakami na naszą stronę www ( była wyłączana raz w miesiącu, a burdel jaki tam robili był trudny do opisania oraz zgłaszanie naszego Instagrama, gdzie nie ma nic poza ładnymi zdjęciami piesków i czasami filmikami ze spacerów na polach), faktycznie trochę przystopowali. Może się w końcu zajęli swoim życiem? Niestety, na krótko był spokój :(
Nie mam żadnych wrogów poza hodowcami w mojej rasie.
Nasze charciki są zdrowe i piękne, mamy doskonałe recenzje właścicieli, nigdy przez całe lata nikt się nie żalił na chore czy połamane charciki z Sangue Azzurro. Widzą to od lat hejterzy, którzy tylko czekają na jakieś potknięcie i błąd, na jakąś moją porażkę, utratę…tak, jakby samo prowadzenie hodowli nie było wyzwaniem i orką każdego dnia :(
----------------------------------------------------------
Gdzieś miarka się w tym wszystkim przebrała. Wspomniani oprawcy wrócili znów ze zdwojoną siłą. Oczywiście nie ma czegoś takiego jak walka z NARCYZEM, jesteś z góry przegrany i zaorany, to jak kopanie się z koniem, dosłownie. Jedyne co można zrobić to zawijać się szybko i uciekać, oddalić się i przestać istnieć. Przysięgam, że od 1,5 roku moim marzeniem jest żeby narcyz maniak przestał mnie widzieć, żebym stała się dla niego niewidzialna. Pewnie z tego powodu wiele obcych ludzi pyta mnie czy wygaszam już hodowlę? Można też próbować walczyć i szukać sprawiedliwości …ale to ich właśnie napędza. Narcyz usycha i choruje ciężko, gdy nie ma naszej reakcji, nie ma dla niego większego policzka niż ignorancja i obojętność. Jego chory umysł i wiecznie otwarta rana narcystyczna dopraszają się non stop reakcji innych, emocji, najlepiej ostrych. Są od tego uzależnieni i z roku na rok będą coraz gorsi. Nie zapominają, są mściwi i nie pozwolą zapomnieć o sobie.
Niestety narcyz maniak zawsze w swoich paranojach i obsesjach do czegoś się przyczepi, a że w jego schemacie działania są reakcje zawsze niewspółmierne i nieadekwatne - bombarduje działami wystrzeliwując szambo na przemian z kamieniami.
Tak, oczywiście wiele razy myślałam, żeby wygasić hodowlę, konając ze zmęczenia po kolejnym hejcie, ataku, czy wiecznym dokupowaniem pamięci, aby odpierać ataki niezliczonych botów generujących absurdalnie duży ruch na stronie. Trzeba było zatrudnić zewnętrzną firmę, narzędzia do obrony przed atakami, udało się namierzyć w zeszłym roku ważny adres IP, który był za to odpowiedzialny ( dziś musiałam przedstawić to na Policji jako dowód, że to zmasowany konsekwentny atak, który trwa już od 2024 roku) Po pewnym czasie agresor zmienił strategię, niestety wtedy dowiedziałam się, jak łatwo przekierować adres IP na inny. Ale pamiętaj maniaku, jeśli ktoś taki jak Ty potrafi takie rzeczy robić, są też ludzie, którzy potrafią to rozpoznać.
Rozumiem, że dla większości z Was czytających ten wpis to walka jakiś dwóch hodowli, konflikt interesów, ale moim zdaniem gdzieś poszło to za daleko i widzę, że jeśli nie zatrzyma się tego szaleństwa, będzie tylko coraz gorzej.
Nie zostawię tak tej sprawy, nie pozwolę niszczyć siebie i krzywdzić moich psów. Uwierzcie mi Państwo, tu nie ma w ogóle słowa „rywalizacja”. Z większością osób interesujących się rasą nie chciałabym mieć nic wspólnego, są to osoby odpychające, przerażające, z innej planety. Całe szczęście znajdują swoją niszę i miejsce gdzie kupują szczeniaki, a wiadomo, że energetycznie ludzie się przyciągają.
W hodowlach w Polsce sprzedają się każdego roku wszystkie szczenięta, nikt nie zostaje ze szczeniakami. Każdy kupujący jakoś instynktownie przyciągnie swojego hodowcę, maluchy co roku znajdują swoje domki i jakoś się to kręci. Polska to duży kraj, a my wszyscy jesteśmy porozsiewani na tej mapie, każdy znajdzie swoje miejsce, z którym będzie „mu po drodze”, gdzie poczuje energetyczne dopasowanie, tą naturalność kontaktów i swobodę, kiedy oboje wiemy - wy kupujący i my sprzedający, że jest chemia, że dogadamy się.
________________________________________
Proszę Państwa czytających ten wpis, jeśli jesteś w stanie pomóc nam w namierzeniu sprawców zatrucia naszych piesków, będziemy bardzo wdzięczni za każdą pomoc czy informację. Niestety w okresie Świąt kiedy do zatrucia prawdopodobnie doszło, na naszej ulicy krążyło wiele samochodów, kamery zarejestrowały liczne samochody osobowe na różnych, także warszawskich blachach, ale mogli być to goście, rodzina, która przyjechała z daleka. Część psów udało nam się schronić pod Warszawą, ponieważ na Śląsku spadł śnieg i przeszukanie działki teraz, aby upewnić się, że jest czysta może zająć jakiś czas. Trucizna jaką znaleźliśmy dzisiaj znów musi poczekać do środy przez koszmar tych wolnych dni. Nie działa żadne laboratorium, nie mamy jak zacząć działać dynamicznie, wciąż czuję dojmujące uczucie bezsilności i związanych rąk, kiedy w człowieku się gotuje, chce się ryczeć i wyć naprzemian, a wciąż trzeba czekać. Dlatego w porozumieniu z Policją dziś postanowiłam napisać ten post. Ponieważ zanim ruszy cała maszyna, analiza nagrań i dowodów, upłynie znów sporo czasu. A przed nami znów kilka wodnych dni w kumulacji :(
Może więc słyszałeś, albo byłeś tylko świadkiem, że ktoś coś tak przerażającego planuje, daj nam znać proszę. Jesteśmy w stanie przeznaczyć sporą nagrodę za pomoc w tej sprawie, gwarantujemy anonimowość. Jeśli słyszałeś, albo widziałeś na zamkniętej grupie na Facebooku namawianie kogoś innego do działań związanych z nieuczciwą konkurencją, hejtowania nas, albo byłeś świadkiem, że ktoś namawiał innych, aby wystawił negatyw nam ze swojego konta Google odpłatnie, daj znać choćby screenem - to nie przypadek, ale te działania są ze sobą połączone i jeśli uda się namierzyć dokładnie osoby, które wystawiły dwa negatywy w Święta, wierzę, że uda się namierzyć jednoznacznie sprawców otrucia naszych psów. Uważam, że to nie przypadek, że zatrucie dokładnie pokryło się ze złośliwymi opiniami negatywnymi w mapach Google, atakami na www oraz Instagram. To zmasowany atak, zdecydowanie zaplanowany, aby osłabić nas psychicznie, fizycznie i najpewniej doprowadzić do „poddania się” - zamknięcia hodowli.
Nikt z nas nie jest w stanie żyć dłużej niż rok, czy dwa lata w permanentnym stresie, nikt nie jest w stanie zasłonić nieba moskitierą, aby psychopata maniak nie rzucał trucizny. Nikt nie jest w stanie znieść utraty członka rodziny w zmasowanym ataku, który miał na celu zlikwidowanie naszych przepięknych charcików włoskich.
Każdy doświadczony hodowca doskonale zna trud budowania czegoś takiego jak linia hodowlana. Tego nie robi się w rok, to się buduje latami. Linia hodowlana to kilka pokoleń wstecz psów z jednym przydomkiem. Można mieć farta i oczywiście osiągnąć udany miot za pierwszym razem pracując na poprawnych psach, ale budowanie linii hodowlanej, w naszym przypadku najdłuższa jaką osiągnęliśmy do tej pory jest do 3 pokolenia, jest naprawdę trudne, związane z ostrą selekcją, znajomością z obszaru genetyki, a nie fartem. To duży sukces i początek drogi, ale też długiej wyboistej drogi za mną. Jeśli w trzecim, czwartym pokoleniu rodzą się kolejne piękne i poprawne psy, które zachwycają, które zaczynają być już rozpoznawalne nawet przez laików, że są od nas…znaczy, że powinnam czuć dumę i iść dalej w swoim tempie, ale obraną ścieżką. Najwyraźniej komuś to bardzo przeszkadza, dostrzega to i za wszelką cenę w imię pato-zasady „po trupach do celu”pragnie nas zlikwidować, zmieść z powierzchni ziemi.
Dla mnie próba zatrucia naszych psów jest brutalnym gwałtem, aktem skrajnego barbarzyństwa, świadectwem, że nie mamy już do czynienia z ludźmi, tylko z jakimiś psychopatami, maniakami.
Jeśli masz podejrzenia, że ktoś mógł chcieć nam zaszkodzić, a słyszałeś tylko o niewinnej zabawie w negatywy w Google maps, nie mając pojęcia, że stoi za tym coś większego i bardziej okrutnego, proszę koniecznie daj znać. Może dzięki jakimś informacjom przyspieszysz procedurę w prokuraturze, albo zatrzymasz kolejny atak na nasze piękne i niewinne pieski.
Proszę o modlitwę za naszego samczyka, aby przeżył i został z nami.
Brzydzę się żerowaniem na tragediach przez hodowców, aż mnie telepie jak widzę agresywny marketing rozpędzony do granic absurdu, kiedy zdjęcie kroplówki jest pożywką aby pisać tkliwe posty kupując fałszywą manipulacją uwagę innych. W każdej hodowli są takie tragedie, że większość ludzi nie jest gotowa o tym czytać czy oglądać, a większość hodowców ma traumy i z trudem choćby w myślach do tego są w stanie wrócić. Ale Ci przebiegli, ciężko zaburzeni i wyrachowani wiedzą doskonale jaką ma to „wartość” i ciężar do zmonetyzowania. Nic nie generuje takiej ilości wyświetleń i lajków jak post z czarnobiałym zdjęciem, piktogramem krzyża, opisem tragedii, śmierci, czy skandalu. Nagle w komentarzach wychodzą jak szczury z ciemnych zakamarków wszystkie te osoby, które latami nie były w stanie zdobyć się choćby na drobną uprzejmość pod niewielkim sukcesem.. Dramy i tragedie to dla zaburzonego narcyza woda na młyn, jego czas chwały, bohaterstwa, wyświetleń i tego czym się karmi jego chory obolały umysł - UWAGĄ. Zdobył ją kolejny raz.
Oczywiście mogłabym zagrać te same nuty, smutne zdjęcie konającego psa, czerwona krew, pies lejący się przez ręce, kroplówka, inkubator…ale nienawidzę tego. Ufam, że ludzie mają swój rozum, potrafią wyczuć fałsz i plastik i rozumieją powagę tego wpisu, bez tej gierki w manipulacje emocjami. Jeżeli jesteś osobą wierzącą, rozumiesz siłę modlitwy w intencji za kogoś, lub konające zwierzę - niewinną ofiarę chorej nienawiści - pomódl się o naszego samczyka. Jeśli byłeś świadkiem namawiania do tej tragedii, albo dysponujesz choć małą informacją, która wydaje Ci się nieistotna, proszę odezwij się na mojego maila kontakt@sangueazzurro.pl - możesz nawet wysłać maila z anonima jakiegoś jeśli nie chcesz ujawniać kim jesteś.
Wpis autorstwa: