Przyjechaliśmy już w piątek rano nad Liwiec, planując spędzić leniwy weekend przed kominkiem i w naszej nowo wybudowanej balii z piecem zewnętrznym. Mamy swoją tajemną plażę, gdzie nigdy nie ma turystów i jest to pierwszy przystanek z psami od wyjazdu z Częstochowy. Zanim dotrzemy do Urle, które jest chyba najbardziej turystyczną miejscowością leśną w całym tym obszarze rozlewisk rzeki Liwiec, zawsze najpierw zatrzymujemy się na „naszej” schowanej plaży, gdzie możemy bezpiecznie wypuścić wszystkie psy. Dojazd tam jest praktycznie niemożliwy dla zwykłych ludzi nie znających okolicy. Mamy powalone drzewo, które podnosimy niczym szlaban, a przejazd kilometr w głąb lasu wiąże się z totalnym porysowaniem lakieru, gałęzie dosłownie uginają się rysując samochód, ale oba nasze samochody są samochodami terenowymi, kupionymi stricte pod psy, więc mają służyć psom i dojeżdżać do najlepszych miejscówek spacerowych, oszczędzając nasz czas i stres. Na Mazowszu jest jednak dużo więcej śniegu niż na Śląsku gdzie wszystko topnieje już od paru dni.
Niestety na miejscu kiedy zaczęliśmy wyciągać z transporterów kolejno pieski, okazało się, że zapomnieliśmy z Częstochowy torby z ich obrożami i ubrankami :(
Spacer trwał więc 10 min. Tylko raz zdarzyło mi się puścić psy bez obroży w dzikim terenie - w podobnych okolicznościach jak teraz - jechałam wtedy do tego miejsca z dobre 25 minut. Zwyczajnie zapomniałam wziąć z domu całej torby gdzie są wszystkie obroże. Psy puściłam, ale totalnie zestresowana i tylko na chwilkę, bo szkoda mi ich było oraz czasu na dotarcie na pola oddalone 20 km od domu. Wiem, że jeśli kiedykolwiek zginie mi pies, to właśnie w takim momencie - kiedy ten jeden jedyny raz nie będę mieć obroży z identyfikatorami.
Zawsze z przerażeniem oglądam zdjęcia hodowców ( tych, którzy spacerują ze swoimi charcikami jest zaledwie garstka), którzy puszczają swoje stada charcików „gołe”- zupełnie bez obroży. Jestem na tym punkcie uczulona, pilnuję tego i wiem jak w dzikim terenie łatwo stracić psa z widoku. Wystarczy, że puści się nagle za ptakiem, zającem, czy drugim kolegą, z którym zwęszą coś interesującego. Charcik w obroży, z identyfikatorem czy najlepiej - gps - przypiętym do obroży, to jednak solidne zabezpieczenie psa. Pies „nagi”, który puści się w nieznane i zginie, ma bardzo małe szanse, aby go odnaleźć. Jest mi słabo na samą myśl i chyba jest to jedyne czego najbardziej zawsze się boję dając im dostęp do tej wolności. W naszym stadzie tylko Nói i trzy suki są w stanie naprawdę oddalić się na spore odległości i te cztery psy zawsze mają obrożę z gps przypiętym i nigdy nie są puszczane razem, aby nie nakręcać się i nie „zapolować” w grupie. Większość stada na szczęście pilnuje się i trzyma na tyle blisko, że psy są cały czas w zasięgu wzroku.
Weekend zapowiadają jakieś totalne opady śniegu na Mazowszu, a więc nici ze spacerów, psy bez obroży i ubranek nawet do ogrodu nie wystawią noska:(

Pema i Nói Albinói

Pema

Porcelanka
Nói Albinói
Porcelanka

Kromeczka

Nói Albinói

Tulipanna
L' Origine
Włodziu (Vuorijärvi)

Włodziu (Vuorijärvi)

Włodziu (Vuorijärvi)

Włodziu (Vuorijärvi)

Włodziu (Vuorijärvi)

Włodziu (Vuorijärvi)

Włodziu (Vuorijärvi)

Włodziu (Vuorijärvi)

Włodziu (Vuorijärvi
Wpis autorstwa: