W poniedziałek rano wróciliśmy na Śląsk, gdzie przywitała nas sroga zima i śnieg po kostki. Tym razem wybrałam się na spacer tylko z Włodziem. Włodziu bardzo potrzebuje codziennego spaceru. Po amputacji, która miała miejsce w grudniu 2025 całkiem nieźle radzi sobie na trzech łapeczkach, czasem aż za dobrze co wprawia mnie w osłupienie. Muszę być ostrożna, aby puszczać go samego, aby żaden pies w niego nie przydzwonił, nie uszkodził go i jedynej jego przepustki do wolności - lewej łapeczki. Po amputacji głównie chodził na smyczy, a pozostałą część spaceru nosiłam go na rękach. Najważniejsze dla mnie jest, żeby wciąż czuł się częścią stada i naszej normalnej codzienności. Od małego spaceruje codziennie na polach i nie chciałabym mu odebrać tej ważnej dla niego przyjemności w ciągu dnia. Inne psy stanowią dla niego jednak zagrożenie, bo on nie rozumie, że ma trzy łapki, patrząc na jego zachowanie na co dzień - dla tego psa nic się nie zmieniło, ale inne charciki go nakręcają i goni je w zawrotnym tempie. To bardzo niebezpieczne. Dlatego często spacer zaczynam tylko z Włodziem, a pozostałe psy czekają w samochodzie w transporterach. Potem podmianka, Włodzinkę zamykam, a szaleją pozostałe psy, aby nie robić kilku kursów samochodem na odległe pola.
Samotny spacer dziś z Włodziem wprawił mnie w nostalgiczny nastrój, rozczulił bardzo, przypomniał mi moje samotne wyprawy z Pemą na coursingi. Jest w tym coś niewymownie pięknego. Ja i mój piesek. Ta chwila. Wrażliwi czytelnicy na pewno zrozumieją, czym jest ta chwila kiedy idzie się tylko ze swoim pieskiem. Nie ma telefonu, nie ma rozmów z drugą osobą. Są dwa bijące serca, dwa tętna i piękno pejzażu. Każdy spacer jest wyjątkowy, każdy spacer to mały mikrokosmos zawieszony w kosmosie, chwila, która jest moja i psa, nie powtórzy się już nigdy. W takich momentach, jak dziś zapadam się w refleksyjności na wspomnienie dawnych lat. Jak to było mieć tylko jednego psa?
Tęsknię trochę do tego czasu.
Kiedy jesteśmy odpowiedzialni za stado psów, musimy mieć oczy z tyłu głowy, jesteśmy przewodnikami tego stada, dbamy o to, aby psy w różnym wieku i z różnymi potrzebami aktywności miały zaspokojony ruch w ciągu dnia, część psów czeka w samochodzie na swoją chwilę wolności. Nie zawsze można je puścić razem. To odbiera spontaniczności tej chwili, jest planowanie, napięcie, pewien niepokój w uważnym liczeniu psów, kontrola sytuacji.
Tęsknię trochę do tego czasu, kiedy miałam dwa charciki. Hodowla i ciągłe zostawianie coraz to nowszych psów, to chyba droga donikąd. To bardzo bardzo trudne i niewdzięczne zajęcie. Może trzeba zrobić krok wstecz? Być może zostanę na starość tylko z samcami, bo bez charcików włoskich nie wyobrażam sobie życia już, ale nie wiem czy bycie „hodowcą”nie zaczęło mnie uwierać na wielu polach.






Wpis autorstwa: